Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/na-jeden.cieszyn.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server014688/ftp/paka.php on line 5
obrzydzenie. Paznokieć w serdecznym palcu sekretarki ma jakiś feler. Laura go wprawdzie nie widzi, ale Sandrze Murciano nie daje on spokoju na tyle, że natychmiast robi z nim porządek. Wyjmuje z torebki przybory do manikiuru, które schowała po wyjściu szefowej, i najpierw piłuje, a potem poleruje paznokieć - Nie rozumiem, co pani chciała powiedzieć - mówi Laura, kiedy wydaje się jej, że kobieta skończyła.

- Naprawdę myślisz, że pozwoliłbym, żeby mnie to ominęło?

obrzydzenie. Paznokieć w serdecznym palcu sekretarki ma jakiś feler. Laura go wprawdzie nie widzi, ale Sandrze Murciano nie daje on spokoju na tyle, że natychmiast robi z nim porządek. Wyjmuje z torebki przybory do manikiuru, które schowała po wyjściu szefowej, i najpierw piłuje, a potem poleruje paznokieć - Nie rozumiem, co pani chciała powiedzieć - mówi Laura, kiedy wydaje się jej, że kobieta skończyła.

Pan Pinkey postawił torby na ziemi. Odwróciła się, żeby mu
JEDNA DLA PIĘCIU 13
Theo przytaknął.
– Tak, ale nie wcześniej niż w październiku. Pod sam koniec.
górę, żeby się umyły. Theo wszedł, rzucił okiem na stół i zmarszczył
ludzi lubi ją za to, kim jest, a nie za to, jak wygląda. Jej światem
zapominają.
ręki buteleczkę z octem.
Malinda.
- Mamy nową gosposię? - W oczach Małego
Lampa zamigotała i zgasła, a potem znowu się zapaliła.
Wiedział, że nadszedł moment próby, chwila, gdy straci wszystko,
kosza na śmieci.
Skurczyła się, słysząc te ciężkie słowa. Usta same wykrzywiły jej się

Ile kosztowało serce na czarnym rynku?

- Poczekaj chwilkę. Ubiorę się. - Podpłynęła do brzegu basenu, wynurzyła się z wody, otrząsnęła włosy i szybko
Będzie na lunchu jeszcze przynajmniej przez godzinę.
zawodowcy, dowodzili poszukiwaniami w poszczególnych sektorach.
153
Całkiem jak Bonnie i Clydea.
- Milla Edge - powiedziała, naciskając duży guzik.
dobrze mógł sam się pogubić. Zazwyczaj miasta i hrabstwa miały
Wcisnął przycisk telefonu i warknął, żeby przyszedł Gonzales. Po kilku minutach mężczyzna stanął w drzwiach. - Coś się wyjaśniło z Cassidy Buchanan? T. John potrząsnął przecząco głową. - Jeszcze nie, ale chcę ją mieć na oku. W ciemnych oczach Gonzalesa pojawił się błysk. - Masz coś? - Nie za wiele. Chase McKenzie mówi. Przynajmniej ona tak twierdzi. Ale tylko z nią rozmawia. Gonzales parsknął z niesmakiem. - Tak, to chyba bzdura. Ale sprawdzimy. Chciałbym porozmawiać z Williem Venturą. Może się zjawić z całą armią prawników, którzy będą próbowali zbić mnie z tropu, ale i tak chcę z nim porozmawiać. Gonzales się wzdrygnął. - Przyprowadzę go. - A potem... To niepewny trop, ale sprawdź w urzędzie meldunkowym Alaski, czy mają kogoś o nazwisku Brig McKenzie albo jakiegokolwiek białego mężczyznę około trzydziestki o nazwisku McKenzie. Sprawdź raporty z wypadków i numery rejestracyjne samochodów we wszystkich wypożyczalniach. - To może być długa lista. McKenzie to popularne nazwisko. - Wiem, wiem, ale zrób, co każę. - Myślisz, że nieznajomy to McKenzie? - Gonzales najwyraźniej w to nie wierzył. - Nie. - Wilson pstryknął palcami. - Powiedziałem, że to nic pewnego. Szansa jedna na milion. O Boże, to pewnie szukanie gruszek na wierzbie, ale sprawdź, żebyśmy mieli pewność. Sunny na nią czekała. Ubrana była w długą, czarną suknię. Przyprószone siwizną włosy miała spięte w ciasny kok przy karku. Siedziała na brzegu łóżka, trzymając torebkę na kolanach. - Cassidy - powiedziała ciepło, wyciągając rękę. Jej skóra była ciemna i gładka, bez jednej zmarszczki. Na prawym oku pojawiła się zaćma, ale Sunny nie zgadzała się na operację. Nie ufała lekarzom ze skalpelami i laserami. - Pomyślałam, że pewnie chcesz odwiedzić Chase’a. - Cassidy podeszła do niej i ujęła jej dłoń. - Nie mogłam się doczekać. - Wstała z trudem. Sunny miała gładką skórę i nie wyglądała na swoje lata, ale cierpiała na postępujący artretyzm. Przed laty zwierzyła się z tego Cassidy, bo nie mogła iść do lasu po zioła. Kupiła je w miejscowym sklepie ze zdrową żywnością, ale lekarz pozwolił jej zażywać tylko lekarstwa, które jej przepisał: tabletki z apteki, syntetyczne środki, wyprodukowane przez wielkie koncerny farmaceutyczne. Sunny nie wierzyła w medykamenty wymyślone przez człowieka i często nie zgadzała się na leczenie. Jej stare palce zacisnęły się na ręce Cassidy. - Coś jest nie tak. - Tak, był pożar i... - Nie, chodzi o coś innego - nie dawała za wygraną. Cassidy ścisnęło w żołądku. Uwolniła dłoń z uścisku Sunny. Nie chciała wierzyć w wizje teściowej, mimo że wyszła za mąż za mężczyznę, którego przepowiedziała jej Sunny. Choć wcale o tym nie myślała. - Weź laskę. - Podała starszej kobiecie laskę z ciemnego drewna, z rączką w kształcie głowy kaczki. - Możesz nie poznać Chase’a - ostrzegła ją Cassidy, gdy szły korytarzem, pomiędzy ścianami migdałowego koloru, na których wisiały pastelowe akwarele. - Znam moich synów. - Ale jego twarz... - Będę mogła go dotknąć, prawda? - Sunny czekała, aż uśmiechnięta blondynka z recepcji naciśnie guzik pod biurkiem i otworzą się automatyczne drzwi. Zamek ustąpił. Cassidy pchnęła szklane drzwi. - Jest cały w bandażach i może nie chcieć, żebyś go... - Jest moim synem. Mogę go dotknąć - powiedziała z uporem. - Chase to dobry chłopak - oznajmiła szybko, jakby chciała przekonać samą siebie. Cassidy zastanawiała się, jak często Sunny bije się z myślami, czy naprawdę syn, który zamknął ją w szpitalu psychiatrycznym, jest dobry. Zeszły wolno po schodach na parking, gdzie stał samochód Cassidy. Synowa otworzyła Sunny drzwi. Kilka minut później wyjeżdżały przez bramę. Sunny pomachała strażnikowi. - O co chcesz mnie zapytać? Wyczuła, że Cassidy ma wiele pytań, które nie dają jej spokoju. Wystarczył jeden krótki dotyk. - O... o nic. To nie było odpowiednie miejsce ani czas na wypytywanie ją o dawnych kochanków. O Reksa Buchanana. - Nie kłam. - Sunny uśmiechnęła się smutno i odgarnęła z twarzy kosmyk włosów. - Chcesz zapytać o twojego ojca. To było nieprawdopodobne - zupełnie jakby czytała w jej myślach.
siebie. Nigdy
będzie ich tylko dwóch. Jeżeli pojawi się więcej ludzi, absolutnie.
niej od tamtego czasu. Jasne, to, że ona coś czuła, nie musiało wcale
podjazdy rozdzielone były tylko bruzdą w betonie po usuniętym
większość swojego czasu wolnego, by zabierać ją na tańce.
mówił nie tylko o ślubie, ale także o dzieciach. Jak ona w ogóle
szukania zaginionych i porwanych dzieci. Policja była często

©2019 na-jeden.cieszyn.pl - Split Template by One Page Love